Rób to, co najważniejsze - kolejny krok ku zdrowemu balansowi

     Kiedyś mój synek patrzył, jak coś zapisuję. Zapytał, co robię. Odpowiedziałam, że notuję ważne sprawy do załatwienia w kalendarzu, przyjrzał się więc bacznie kartkom i mnie.. Wreszcie zapytał: „A czy czas na zabawę ze mną jest tam zapisany?... W tym twoim kalendarzu?..”

     Jego pytanie mnie oczywiście rozbawiło i rozczuliło. I to był jeden z tych momentów, gdy uświadamiam sobie, co jest dla mnie naprawdę najważniejsze. I wtedy zwizualizowałam pewną hipotetyczną sytuację, że wracam do domu po przeprowadzaniu wspaniałego warsztatu psychologicznego opracowanego przeze mnie,  z arcydobrymi wynikami w ankietach ewaluacyjnych, napompowana pozytywną energią i  - dom jest pusty. Nie ma w nim mojego męża i synka. Nie ma, bo nie istnieją. Zakochana w mojej pracy przeoczyłam ten moment, gdy można założyć Rodzinę. I na nic mi sukces, z którego nie mam z kim dzielić. (Dla zaspokojenie reguł poprawności politycznej dodam, że ten pogląd dotyczący hierarchii wartości w kontekście rodzina-praca jest moim osobistym poglądem i nikt nie musi go podzielać. Żeby było jasne: Szanuję bardzo tych, którzy samotnie przebijają się przez życie i odnoszą sukcesy zawodowe.)


     I wtedy wróciłam do rzeczywistości. W prawdziwym świecie mam rodzinę, mam komu opowiedzieć o moich sukcesach, mam do kogo biec, gdy skończę pracę z ludźmi, którą zresztą uwielbiam.
    Praca jest dla mnie (niemal) wszystkim, pasją, sensem, misją, pomysłem na życie, czym jeszcze tylko chcesz. Ale nie oddałabym codziennego czasu z synkiem za nic. Za żaden nowy warsztat, nową „jazdę bez trzymanki”.  Czasu z dzieckiem nic mi nie jest w stanie zastąpić. Ten warsztat o rodzinie, który właśnie mam „na tapecie” bez codziennych zabaw i igraszek z synem, byłby czymś kompletnie niespójnym, sztucznym, wydumanym i nie dałabym rady go poprowadzić, a nawet jeśli, to z miernym skutkiem.

     A zatem zadam pytanie w stylu S. Coveya – pytanie do tych, którzy mają swoje rodziny? Cz rodzina to Twoja główna atrakcja, cz impreza towarzysząca? Zatrzymaj się i szczerze odpowiedź sobie na to pytanie.

     Śmiem zakładać, że (jeśli Cię to pocieszy, ten problem mnie też dotyczy, pracuję nad nim) co dnia wyrzucasz sobie, że za mało czasu poświęciłeś(aś) własnej rodzinie? Dlaczego uciekasz w pracę? Prawdopodobne są następujące odpowiedzi:

1. Nagrody za nasze zaangażowanie w rodzinie mają wyłącznie charakter wewnętrzny (dosłownie: nie dostajemy za to pieniędzy);

2. Nasi pracodawcy prześcigają się w tworzeniu „rodziny” w pracy;

3. Małżeństwo za traciło swą wartość, jest tylko umową, bez trudu rozwiązywalną;

4. Pogłębia się światowy kryzys, ludzie boją się utraty pracy;

5. Rodziny izolują się od siebie (znika rodzina wielopokoleniowa, już prawie nikt nie uważa, że „do wychowania dziecka potrzeba całej wioski”;

6. Technologia odciąga nas od realnego życia;
 

    Zgadza się, że tak jest?

    Zatrzymaj się teraz. Te wszystkie rzeczy Cię rozpraszają, dają złudzenie pełni. Ale za czymś  tęsknisz? Odczuwasz brak? Coś uwiera?

       S. Covey pyta nas: „A co wskazuje Twój wewnętrzny kompas? Co „mówi „ serce?” Że gdy rodzina będzie na swoim miejscu, wszystko inne zacznie Cię się „rankingować” samo.

   Warto napisać misję rodziny, oczywiście. Ale sama misja jest tylko deklaracją. Zapisem. W życie wchodzi ona, gdy nie dajemy się rodzinie unosić na falach przypadkowego nurtu życia.

    Zaplanujmy zatem pro aktywnie działania, które sprawią, że to, co najważniejsze stanie się naprawdę NAJWAŻNIEJSZE:

1. Róbcie regularne spotkania rodzinne (można to robić w swoim zamkniętym gronie, lub  zapraszać kogoś z dalszej rodziny, czy znajomych, kogoś, kto jest interesujący i może inspirować dzieci);

2. Wspólnie planujcie (weekendy, wakacje, rodzinne przedsięwzięcia, na. Wielkie przemeblowania etc.)

3. Wyznaczcie czas na rozmowy o problemach i na ich rozwiązywanie;

4. Zaplanujcie czas na zabawę i wspólne wyjścia;

5. Podejmijcie wspólne zobowiązania;

6. Koniecznie uwzględnijcie spotkania „we dwoje”’

7. Zaplanujcie spotkania z dziećmi sam na sam.

    Stuprocentowa gwarancja, że w ciągu kilku miesięcy nabierzecie przekonania, że rzeczywiście wybraliście to, co najważniejsze.

    A co jest w Twoim życiu najważniejsze? Kiedy chcesz nad tym pomyśleć, popracować? Może popracujesz ze mną? Pomogę Ci w uzyskaniu równowagi  życiowej, ustaleniu priorytetów, uzyskasz stabilność...
Serdecznie zapraszam

Iza Sarna Coaching dla Zmęczonych Udawaniem

(Korzystałam z książki S. Coveya: 7 nawyków szczęśliwej rodziny')




Komentarze

  1. Jakiż mądry i elokwentny syn. I jak pilnuje swojego "interesu" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądre słowa.
    Pół i co mam mała córeczkę i jestem razem z nią w domu. I cjce ż nią zostać jak najdłużej. Na pracę mam jeszcze czas, ale na jej pierwsze lata już nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe i zdroworozsądkowe podejście. W życiu potrzebna jest równowaga i czas dla najbliższych. Nie można dać się "wkręcić" w tryby, które zabierają naszą energię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietny wpis. Ja pracuje zawodowo i mam poltora roczna corke ale staram sie tez spedzac z nia duzo czasu. Pracuje wg grafiku wiec w wolne nie odprowadzam ja do zlobka tylko razem spedzamy caly dzien.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie rodzina to przede wszystkim ogromne wsparcie, a odnosząc się do Twojego porównania to stwierdzam, że rodzina jest moją główną atrakcją.
    Ja także jestem posiadaczką książki Coveya, dostałam ją od partnera całkiem niedawno, jednak jeszcze nie zaczęłam jej czytać. Po Twoim wpisie nie mogę się doczekać, aż wrócę do domu i wezmę ją do ręki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podobał mi się Twój wpis... Zdanie, które wypowiedział Twój SYN... Wow... jaki potężny przekaz idzie wraz z jego pytaniem. Jaka informacja... podpowiedź... Zawsze będę twierdziła, że dzieci uczą nas najwięcej. Warto dzięki nim przystanąć w miejscu i się zatrzymać. Przewartościować swoje życie... Spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: "Co dla mnie jest ważne". Następnie odłożyć na bok telefon i po prostu BYĆ. Wspaniale, że o tym piszesz. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dają do myślenia te słowa. Chyba każda mama prędzej czy później zaczyna rozważać czy aby nie zaniedbuje dzieci, rodziny i toczy wewnętrzną walkę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zmęczona udawaniem

Wkorzystaj swój potencjał na maxa